Synek trafił do żłobka Miś Uszatek przy Niekłańskiej po nieudanym epizodzie z nianią. Mimo naszych obaw, dzięki ogromnemu zaangażowaniu wszystkich cioć adaptacja w Uszatku przebiegła dużo szybciej niż myśleliśmy i już po tygodniu Mati z uśmiechem na ustach maszerował do przedszkola. Dzięki atrakcyjnym zajęciom i zabawom, nie miał czasu na tęsknotę. Odbierając synka, zawsze otrzymywałam wyczerpujące informacje na temat przebiegu dnia zarówno podczas rozmowy z ciocią jak i na karteczce. Mati jest niejadkiem ale dzięki indywidualnym staraniom cioć zjadał wszystkie posiłki. Dania były dopasowane do potrzeb i gustów maluszków. Mati uwielbiał zajęcia z angielskiego i z chęcią chwalił się nowymi słówkami oraz piosenkami które śpiewa do dziś. Wszystkie ciocie wkładały dużo serca i zaangażowania w opiekę nad maluszkami. Mati jako główny przytulas, był zawsze odpowiednio wytulony i wyściskany ?, lubił opowiadać o tym co robił w ciągu dnia i nawet w weekend potrafił zapytać kiedy spotka się z dziećmi i ciocią. Nigdy nie mieliśmy żadnych problemów, które wymagałyby jakiejkolwiek interwencji. Zawsze spokojnie zostawiałam synka w żłobku z przekonaniem, że jest tam bezpieczny i na pewno świetnie się bawi. Dzięki doświadczeniu zdobytemu w Uszatku, Mati doskonale zaaklimatyzował się w przedszkolu i jest jednym z najbardziej samodzielnych dzieci w grupie – sam się ubiera, korzysta z toalety i myje ząbki. Potrafi też więcej niż większość rówieśników (liczy do 10, zna kolory, o wiele sprawniej posługuje się kredkami, ma bogatsze słownictwo itp.) Minęło już trochę czasu od ostatniego dnia w Uszatku, a Mati nadal wspomina swoje „małe przedszkole”, kolegów i ciocie. Gdybym miała kolejne dziecko, na pewno oddałabym je pod opiekę żłobka Miś Uszatek. Kiedyś byłam sceptycznie nastawiona do żłobków, ale teraz wszystkim znajomym odradzam obce nianie i namawiam na Uszatka.

Mama Mateusza